Data publikacji: 2020-05-27
Oryginalny tytuł wiadomości prasowej: Quo vadis, świecie eventów?
Kategoria: Styl życia, LIFESTYLE
Dokąd zmiera świat eventów – do pełnej digitalizacji czy może jedynie do częściowej w ramach wybranych sektorów bądź branż?

Nie da się ukryć, że żyjemy w czasach, w których miejsce pracy czy zamieszkania przestało mieć znaczenie. Wydaje się zatem, że digitalizacja części oferty wielu firm – w tym eventowych – to jedyna słuszna odpowiedź na zmieniające się trendy i oczekiwania rynku. Tym bardziej, że dostępne rozwiązania umożliwiają prowadzenie biznesu czy też zarądzanie korporacją i komunikacją niemal całkowicie zdalnie. Czy wobec tego świat eventu preniesie się w całości do Internetu? A może preniesie się tam jedynie jego część?
Domowe biuro
Sytuacja związana z pandemią sprawiła, że gros firm (w których było to możliwe ze względu na charakter pracy) zdecydowała się na wprowadzenie trybu pracy zdalnej. Choć w ostatnich latach coraz większa liczba pracowników korystała z takiej możliwości, to jednak w praktyce dla wielu predsiębiorstw tego typu forma pracy okazała się wyzwaniem. „Rzeczywiście, wciąż wielu podmiotom rynkowym brakuje wiedzy co do narędzi, jakie mają zastosowanie w pracy zdalnej. Niemniej rosnące zapotrzebowanie na nie dobitnie świadczy o tym, że dotychczasowe życie firmowe bardzo się zmieni, zaś praca w trybie 5 dni roboczych ustąpi przynajmniej częściowo tzw. home office” – podkreśla Aneta Radzimirska, CEO w Idea Productions Poland. „Do tej pory praca zdalna traktowana była jako pewnego rodzaju benefit pracowniczy, który wskazywał na elastyczność pracodawcy. Dziś home office stał się rzeczywistością, w której mamy w pewnym sensie do czynienia z zasadą win-win: z jednej strony firmy mają mniejsze koszty prowadzenia biur, z drugiej pracownicy nie muszą chociażby tracić czasu na dojazd do pracy” – przekonuje Aneta Radzimirska.
E-forma premysłu spotkań
Nie tak do końca jednoznacznie na „in plus” rzecz ma się z konferencjami. Z jednej strony świat, nawet po okiełznaniu COVID-19, nie będzie wolny od lęku przed nim. Po tym, co przyniosła pandemia, każda – nawet najmniejsza – informacja o potencjalnym powrocie wirusa sprawi, że znów zamrożona zostanie (całościowo lub częściowo) gospodarka. A zatem sięgnięcie po wirtualne formy takich wydareń online wydaje się zdroworozsądkowym krokiem. „Plusów takich rozwiązań digitalowych jest sporo. Podstawową ich zaletą jest to, że zapewniają one nie tylko bezpieczeństwo odbiorców, ale i całej ekipy przygotowującej wydarenie. Oprócz tego do wirtualnej rzeczywistości możemy prenieść każde wydarenie – konferencje, kongresy, cyklówki, kick offy, podsumowania czy też integrację. Preprowadzimy tu także konferencję prasową, spotkanie zarądu, szkolenia czy inne formy prezentacji, launche bądź relaunche produktów. Ten format wydareń to także oszczędność dla samej korporacji – nie da się bowiem porównać kosztów ponoszonych na event w realu z kosztami ponoszonymi na wydarenie w rytmie digital ” – mówi Aneta Radzimirska.
Z drugiej jednak strony każdy, kto miał do czynienia z branżą MICE wie, że siła każdego eventu tkwi w prawdziwym doświadczaniu, w interakcji, w preżywaniu emocji. A te są nierozerwalne związane z kontaktem – tym prawdziwym, nie z wirtualnej rzeczywistości. „Choć wydarenia online pozwalają zachować bezpieczeństwo i dają nieograniczony wachlar rozwiązań technicznych, multimedialnych, scenograficznych czy wizyjnych, to jednak nic nie zastąpi relacji osobistych. Musimy pamiętać, że to głównie branża MICE wyznaczała do tej pory nowe standardy w kontekście spotkań. To tu działa się tzw. magia – przekraczaliśmy granice w poznawaniu, zmienialiśmy sposób myślenia, wpływaliśmy na emocje i budowalimy przestreń do dokonywania transakcji kupna i sprzedaży, integrowaliśmy i dawaliśmy szansę na obcowanie z marką. Uruchamialiśmy pewne procesy, w ludziach i między nimi. Zauważmy, że ludzie od zawsze mieli potrzebę obcowania ze sobą, rozmawiania, budowania i nawiązywania relacji, networkingu. Nie osiągniemy tego w żadnej miere wyłącznie poprzez digital w wirtualnej rzeczywistości, przynajmniej na taką skalę w jakiej realizują to wydarenia fizyczne” – podkreśla Aneta Radzimirska.
Wyraźnie zatem widać, że choć są przestrenie, w których wirtualna rzeczywistość (czy tego chcemy czy nie) zagości na długo, to jednak są i takie, w których nie ma na to ani przestreni ani zgody zarówno klienta końcowego jak i Agencji. Dokąd zmiera zatem świat eventów? „Myślę, że do częściowej digitalizacji w ramach wybranych spotkań dla wybranych grup docelowych. Sądzę, że będzie to uzupełnieniem oferty spotkań kierowanych dla danych Gości, a nie wymienna jednostronnie konieczność” – podsumowuje Aneta Radzimirska.
źródło: Biuro Prasowe
Załączniki:
Hashtagi: #Styl życia #LIFESTYLE